Rozmowa z Katarzyną Anną Lisowską, pedagogiem praktykiem z doświadczeniem socjoterapeutycznym
Rozmowa o nauczaniu w szkole XXI wieku.
Stowarzyszenie Malinka: Jaka dziś jest edukacja?
Katarzyna Anna: Diagnoza może być złożona. To zależy nawet nie od regionu, ale od każdej szkoły. Każda szkoła to jest płaszczyzna spotkań nauczycieli i uczniów, także rodziców. Wiele zależy od otwartości nauczycieli. Może to być absurdalne, ale w tym zawodzie nie sposób być dobrym specjalistą, jak nie ma się życzliwości, chęci wspierania i realizacji dobra, służenia. Dlaczego mówię o absurdzie? Bo choćby spotkałam jednego takiego pedagoga, co może był bardzo sfrustrowany życiem i mówił wprost, jak szkodzi… Był złośliwy i prowokował dramatyczne sytuacje uczniów. Warto, by takie osoby przepracowały sobie swoją złość i agresję. Wszędzie są ludzie. Nie mówię tego po to, aby atakować, ale po to, by wciągać wniosek, być czujnym i nie zezwalać na taki dramatyczny stan rzeczy, bo wszyscy, jacy widzą to, współodpowiadają. Nie reagują, współpracują więc z taką rzeczywistością. Jakby ją współtworzyli… Oczywiście dużo zależy od osób zarządzających. Były osoby, które nie podjęły się współpracy, nie kierowały uczniów do tej osoby i doceniam to, bo ona winna najpierw pomyśleć nad swoim punktem życia. I nie usprawiedliwia nic, bo jak ktoś ma problem i zajmuje takie odpowiedzialne stanowisko, może sobie zrobić przerwę, skorzystać z pomocy, uregulować swoją sytuację, przemyśleć, po co jest pedagogiem, co to daje.
Więc największy problem to dla mnie kondycja moralna. Jest wielu świetnych nauczycieli, może nie wiemy tak dużo o nich i dużo się narzeka, bo wykonują swoją pracę po cichu, dzień za dniem, godzina lekcyjna za godziną, ale trzeba mieć pasję do tego, lubić nauczać, pomagać, mieć życzliwe nastawienie do innych, współczuć nie tylko sobie, ale i innym. Nie widzieć tylko siebie, swoich frustracji, ale piękniejszą rzeczywistość, bo nauczanie to też stałe uczenie siebie, poznawanie perspektyw, talentów, marzeń uczniów, dążeń.
Długo nie mówiłam o takich przypadkach, ale milczenie nie załatwia nic, a lata mijają, zaś stan rzeczy potrafi się nie zmieniać. To wskazuje na zawziętość w szkodzeniu. To najgorszy stan, tragiczny. Z drugiej strony trudno oceniać gwałtownie, skoro ktoś taki potrzebuje sam wsparcia psychologicznego. Pamiętajmy, agresorzy także potrzebują pomocy. Manifestują to, że trzeba z nimi rozmawiać, pokazywać inną perspektywę. To jest mówienie nie, aby krzywdzić uczniów, jacy są zdani na czyjąś opiekę. Podkreślam, opiekę.
Chciałabym powiedzieć coś dobrego, budującego. Można nie mieć złożonych technologii, fenomenalnej wiedzy, ale mieć wykształcone ludzkie serce, pełne życzliwości, mądrości, otwartości, żeby przyjmować uczniów, jacy są, kierunkować ich, każdego, bez wyjątki, bo nie ocenia się ludzi, ale sytuacje, by pomóc. Sukcesem i rewolucją nauczania będzie jak program serca zostanie rozpromowany na poważnie. Wciąż pojedyncze jednostki potrafią psuć cały klimat szkoły, klasy. A jak jest w gabinecie dwóch pedagogów? I jeden nie radzi sobie, drugi też, nie przychodzą uczniowie, widzą jakieś ukryte problemy, dziwność sytuacji… To są jeszcze wychowawcy, nauczyciele. Mają na szczęście przygotowanie pedagogiczne i psychologiczne do zawodu.
Znajoma powiedziała mi po któryś studiach, gdzie miała gruntowaną wiedzę pedagogiczną i bogate doświadczenie pracy z ludźmi, że kiepsko ocenia kondycję psychiczną nauczycieli, swoich byłych. Padały ostre słowa. Każdy mierzy się z czymś, ale to jak przekłada się na młodszych ludzi, podopiecznych to jest katastrofa. Jestem zwolenniczką robienia przerw w zawodzie nauczycielskim, bo zaangażowanie wypala. Pracuje się sobą, swoją mentalnością, sferą emocji.
Bardzo bym chciała powiedzieć dużo dobrego, ale ludzie wokół mówią dużo o tym, co ich bolało. Więc sukcesy pedagogiczne dorastają… Że tak powiem metaforycznie i same przemawiają, nie są już bezbronne. Zarazem traktuje się z cichością masę dobrych przykładów i to równie duża szkoda, bo można stracić nadzieję. Zaś tej nadziei w zawodzie nauczycielskim nigdy nie brakuje, oby i nie brakowało odpowiedzialności za siebie i innych, postawy rozumnej, nie oceniającej, a wspierającej.
Co nam z oceny, jakie nie rodzi rozwiązania? Tylko rani. Nauczyciel jest przeszkolony, aby współpracować z różnymi uczniami, także z trudnościami. Są szkolne gabinety pedagoga, psychologa. Tam jest wsparcie, jak otworzyć się na każdego ucznia.
Stowarzyszenie Malinka: Jaka może być szkoła jutra?
Katarzyna Anna: To szkoła z dziś, wyłania się z teraz, z tej godziny lekcyjnej, co na niej robimy. Sama prowadzę obecnie lekcje języka polskiego. Jest to nowoczesny system kształcenia, międzynarodowa platforma. To edukacja, gdzie spotykamy się, kiedy chcemy, skąd chcemy. Rozmawiamy o tym, co interesuje ucznia, czego nie dowiedział się z lekcji. Po godzinach przerabiamy materiał polonistyczny, ze złożonymi pomocami dydaktycznymi. Ile pytań, po lekcjach, ile braków informacji… Coraz młodsze pokolenia mówią, że spotykają się z lekceważeniem, arogancją. Tymczasem kilka lekcji otwiera bardzo nieśmiałe osoby, zaczynają się interesować zajęciami, czytać, wypowiadać, myśleć. Ich wiedza i rozumienie świata rozwijają się. Lekcje polskiego, o literaturze, o języku, jego mocy kreatywności i kreacji, to piękne doświadczenia, jakie angażują. Nie zabierajmy radości uczenia się, poznawania świata. Młodzi ludzie są ciekawi. Trochę cierpliwości starczy.
Uczniowie mówią o tym, czego nie doświadczyli. Wskazują na za małe pokłady życzliwości, otwartości. Lekcja potrafi wyglądać, że stale rozwiązuje się zadania matematyczne i to jest nauka. Nauczyciel daje z siebie czasami mniej niż nic, bo jak szkodzi to jest poważna sytuacja i błąd. Jak uczeń może uznać za konstruktywne, że dostaje zadanie do rozwiązania bez przygotowania, a nauczyciel mówi ciągle, że robi coś źle, daje negatywne oceny i krzyczy. Jaka diagnoza sytuacji? Smutna.
Kiedy będzie czas, by choć parę przykładów wypowiedzieć, aby powiedzieć, że się to wszystko widzi… Nie chodzi o to, żeby być nauczycielem idealnym, bo każdy się myli, naprawia sytuacje. Chodzi o to, by być najpierw człowiekiem w edukacji, dobrym, a potem nauczycielem, bo można mieć nie tak dużo informacji, a przekazywać to całym sercem, budować uczniów otwartych na świat, krytycznych, jacy sprawnie się po nim poruszają.
Najgorsza jest sytuacja uczniów, jacy wymagają wsparcia, czasami każdy go wymaga. Jak jest bowiem tu jeszcze tylko krytyka, złośliwa, zamyka w sobie. Tracimy tych uczniów. To odbija się potem jak wygląda społeczeństwo. To troska każdego, by traktować uczniów jak swoje własne dzieci, jak ludzi po prostu, którym się życzy jak najlepiej, bo i nie ma racjonalnych podstaw, aby życzyć inaczej. Nie jest logiczne szkodzenie. To jest może i logika, ale premedytacji i zła. Warto to sobie uświadomić.
Stowarzyszenie Malinka: Dobrze, to rozwińmy skrzydła nadziei. Lubisz mówić nie o diagnozach, ale nadziei w pedagogice, o tym, co prowadzi ułomne praktyki dalej.
Katarzyna Anna: Tak, nadzieją jest już to, że ktoś widzi swoje własne braki, pokora nauczycielska. Sądzę, że tylko ona sprawi, że ktoś będzie się uczył, starał. Chcę wskazać dziś mocno na to, a akurat nam zeszła rozmowa na diagnozę.
Stowarzyszenie Malinka: W porządku. A chcesz coś powiedzieć wprost do nauczycieli, jaki masz do nich przekaz?
Katarzyna Anna: To wszystko mówię też do siebie. Warto być czujnym, na siebie samego, mówić sobie stop, kiedy czujemy, że dziś będziemy szkodzić. Może trzeba więcej czasu na to, by pomyśleć, zanim się coś powie. Nie trzeba się tak śpieszyć z materiałem, bo i pytanie, ile wyciągną z tego biegu uczniowie… Śpieszenie się wolne daje dużo lepsze rezultaty. Może tak, bo jest ciągły pęd, bieg po wszystko, co się okazuje potem niczym. Warto otworzyć się na uczciwe konsultacje koleżeńskie, jak widzą inni z dystansu moją pracę, rozmawiać z uczniami, jak oni nas oceniają w zawodzie. Ta pokora napędza nasz rozwój, ale trzeba go chcieć i być na niego otwartym. To już kwestie sumienia nauczycielskiego.