Stres jest wszechobecny w życiu współczesnego człowieka. Rodzice chcą zapewnić swoim dzieciom dobry start. Rejestrują mnożące się możliwości i obietnice lepszego życia. Są jednak kosztowne. Coraz więcej czasu spędzamy w pracy, by zapewnić wszystko, co możliwe ze świata dla członków naszych rodzin, szczególnie chcemy obdarować dzieci lepszą przyszłością, skoro tyle perspektyw otwiera się. Zarazem cierpimy na deficyt czasu, staje się on dobrem. Kiedy już nie gonimy za tym wszystkim, odpoczywamy wspólnie – uwidacznia się tempo życia, doświadczenia stresowe. Należy je rozładować, aby nie przenosić na relacje z najbliższymi. Przecież głównie ten cały trud jest dla nich, ale nie jest efektywny, kiedy nie zadbamy o swoje zdrowie, relacje z innymi, co jest najważniejsze, niezmiennie, ponadczasowo.
„Mindfulness” jest pojęciem psychologicznym. Wiąże się z powstaniem Centrum Uważności w latach 70tych XX wieku. Jest to właśnie podejście oparte na uważności. Choć zdaje się nową techniką (po co stosowaną, piszę niżej) – sięga tradycji kładących podwaliny pod nurty buddyzmu, ale nie tylko, bo i judaizmu, czy chrześcijaństwa. Aby nie wprowadzać nadmiaru teorii – podejście skupia się na bieżącej chwili. Nie istnieje to, co było lub może nastąpić. Przez postawę otwartości, ciekawości i braku oceniania – wstępujemy w działanie danej techniki. Warunkiem rozpoczęcia procesu terapeutycznego jest akceptacja obecnego doświadczenia. To ono staje się siłą, która kreuje zmianę. Przez uważność nawiązujemy kontakt z samym sobą, przez to możemy poznawać siebie, ale także mindfulness jest drogą do wejścia w bliższe relacje z innymi.
Przez mindfulness budujemy więź z sobą, zyskujemy kontakt z emocjami. Kontemplując i wyciszając się – zamierzamy przez koncentrację, sterując myślami w pokłady tego, co trudne w nas, ale też dające radość, nadzieję, optymizm, wiarę w siebie, poczucie mocy, sprawczości. To wyciszenie siebie, uspokojenie na poziomie umysłu i ciała – wyznacza początek procesu terapeutycznego. Opanowujemy siebie, przez ten stan równowagi – skupiamy się na tym, co można w nas naprawić, ulepszyć i co dobrego można wydobyć, wzmocnić, aby uwidoczniło się w codziennym funkcjonowaniu. Integrujemy z sobą doświadczenia i zaczynamy lepiej funkcjonować. Osiągamy stan równowagi, wpływamy na siebie, swój umysł, oczyszczamy go z tego, co zbędne. Żadna ze stron zaczyna nam nie ciążyć, zarówno nadmiary, jak i braki psychiczne (najczęściej wypełniane pozytywnymi i negatywnymi emocjami; redukujemy to, co nas obciąża, osiągając tego świadomość przez daną uważność skierowaną na siebie).
Mindfulness zaczyna się od akceptacji tego, co jest, danego stanu – nie negujemy go, jak w tradycji buddystycznej – doceniamy wagę doświadczenia, które nas kształtuje. Ono się wydarzyło, nie negujemy, nie podważamy, nie wypieramy, nie krytykujemy siebie i innych, ale staramy się zrozumieć, co dało nam wydarzenie, może traumatyczne, co złego uczyniło. Patrzymy na to jak na lekcje, która daje wiedzę. To ta wiedza jest ogromnym zasobem zmian. Osiągając stan wyciszenia – możemy bardziej precyzyjnie myśleć, jaśniej. Sam ten stan, wprowadzanie się w niego – działa kojąco dla psychiki i ciała. W nim możemy bardziej przeanalizować siebie, naprawiać myślami, docierać do schematów poznawczych, które nas blokują i przez taką świadomość otwierać siebie, nade wszystko dawać samemu sobie spokój i wytchnienie.
Mindfulness przez uważne słuchanie siebie i podążanie za swoimi potrzebami – buduje stany umysłu i ciała, pozwala pozbyć się przykrego napięcia, stresu, złagodzić traumę, sięga głębokich pokładów świadomości a nawet to, co nieświadome – zaczyna istnieć w naszej psychice i można to wykorzystać lub zrozumieć i pozwalać na spokojne zapominanie, łagodzenie wpływu na nas.
Autor:
Katarzyna Lisowska, magister nauk społecznych i humanistycznych, doktorantka kierunku Nauki o rodzinie, wolontariusz Stowarzyszenia